Oj wieje, wieje

Mieszkamy prawie nad samym morzem gdzie pogoda nigdy się prawie nie sprawdza, gdzie wieją ciągle wiatry i co chwilę zmieniają swój kierunek. Chyba zacznę co do deszczu ufać psu, zawsze kiedy je trawę to pada deszcz, ale to zawsze. :) 
Właśnie dzisiaj odwiedziła nas wichura z grzmotami ( nad samym morzem napewno jest efektywniejsza). To tutaj normalne w porze jesiennej, a to jest pierwsza w tym roku, wieje jedynie 80km/h a czuć jakby chciało nam wyrwać dach razem ze ścianami, na dworze wiatr wyje jak wilk do księżyca, w dali widać błyski.  Sceneria jak z filmu gdzie czeka się na najgorsze. Taki huraganik Gonzalo. Tak naprawdę wcale nie jest tak źle lecz kiedy wyjdzie się na spacer to czasami nie można zrobić kroku. Fale na morzu są olbrzymie i często przy takich wichurach pozamykane są drogi i uliczki przy samym morzu tak by nikomu nie stało się to co stać się nie powinno. My zazwyczaj wtedy nie wychylamy czubka nosa z domu no chyba że musimy i obserwujemy tylko to co dzieje się za oknem, jak z sekundy na sekundę zmienia się niebo bo chmurki tak szybko chodzą, jak poruszają się drzewka, jak każde żywe stworzonko szybko ucieka do swojej norki a liście niewyobrażalnie pięknie tańczą...
To co robi natura jest piękne ale jak bardzo piękne tak i bardzo niebezpieczne.













Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia

Francuskie kino