Małżeństwo Doskonałe- o miłości moich rodziców

Patrząc na teraźniejszość, na to jacy ludzie są wobec siebie okrutni i złośliwi, na to jak wiele jest teraz rozwodów można wątpić w instytucję małżeństwa. Sama jestem mężatką (może nie mam dużego stażu) i wiem, że nie zawsze jest kolorowo. Dla mnie wzorem są moi rodzice. Niedawno obchodzili swoją 30 rocznicę. Bywało między nimi różnie. Jeszcze jako dziecko pamiętam kłótnie w domu ale zawsze po kryzysie było dobrze. mój tatuś ma ciężki charakter ale ma złote serce, a moja mamusia to istny skarb i ma łagodny charakter (mówią, że ja odziedziczyłam po niej charakter a moja siostra w genach dostała więcej humorków tatusia). Odkąd skończyłam szkołę podstawową to więcej mnie nie było w domu niż byłam, później były studia jedne, potem drugie co się łączyło z przeprowadzkami. Najpierw Szczecin, później Poznań, w końcu wylądowałam we Francji... z dala od moich kochanych rodziców. Ale powracając do małżeństwa, kiedy byłam już w liceum to mój tata zachorował na depresję ( najpierw zmarł mu tata a mój dziadek, a rok później zginął jego brat. Tata przez dłuższy czas obwiniał się za Jego śmierć), dusił wszystko w sobie w końcu nie mógł sobie sam poradzić i uporać się ze wszystkim. Na szczęście miał nas ale najlepszym oparciem dla niego była nasza mamusia. To ona siedziała z nim godzinami i albo milczała albo z nim rozmawiała. Tata w końcu nabrał pewności  i zaczął wszystko z siebie wyrzucać (i robi to do tej pory). Wszystko pięknie się układało póki coś niedobrego zaczęło się dziać z mamą. Był grudzień 2011 roku kiedy zaczęła narzekać na silne bóle pleców, zwykłe leki i silniejsze, tę przepisywane od lekarza nie działały. Doszło do tego, że mama nawet sama nie mogła pójść do toalety. W kwietniu 2012 roku zawieźliśmy ją obolałą do szpitala. Diagnoza była straszna. Rak piersi z przerzutem na kości (zaatakowany kręgosłup a szczególnie dolne kręgi) i na wątrobę. Lekarze dawali jej 3 miesiące max życia. Obawiali się, że jeszcze organy wewnętrzne i macica jest zaatakowana na szczęście się mylili. Mama żyje do dzisiaj i mam nadzieje, że będzie z nami jeszcze długo. Tata się znowu załamał choć przy mamie nie dawał żadnych oznak choć jestem pewna, że ona wiedziała. To był cios dla nas wszystkich. Mama spędziła miesiąc w szpitalu bo wyniki nerek nie były wporządku. Tata był u niej codziennie i ją wspierał tak samo jak kiedyś ona jego.
Wiadomo, że walka z rakiem nie jest prosta i krótka. Do tej pory jeżdżą razem na badania i wszelkie konsultacje. I udaje się im, pokonują tą chorobę znowu razem. Mama jest po chemioterapii (bez mastektomii) i wyniki są lepsze. 
Rodzice darzą siebie ogromną miłością wydaje się mi, że nawet większą niż kiedyś. Szanują siebie i swoje decyzje. Mama stała się tak jakby jeszcze bardziej pewna siebie niż była kiedyś. Potrafią ze sobą rozmawiać i zawsze mają o czym ze sobą rozmawiać. W pewnych sytuacjach rozumieją się bez słów. Nie mają przed sobą tajemnic - no chyba, że chodzi o prezent :) ufają sobie i sami wzbudzają zaufanie. Dla mnie zawsze będą idealni.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Francja i jej 10 NAJ

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia