Rzeczy, do których nie mogę przyzwyczaić się w moim kraju

Temat ten na początku wydawał się mi łatwy ale przyznam się szczerze, że miałam jednak problem.
Mieszkamy we Francji już prawie trzy lata i nadal dostrzegam rzeczy które potrafią mnie zaskoczyć.

Post ten powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie

Kiedy przyjechałam do Francji to oprócz słów "merci", "bonjour" i dni tygodnia nie znałam nic więcej a język francuski, który słyszałam był dla mnie totalnym bełkotem. Zdziwiłam się, kiedy w sklepie zapytałam się czy sprzedawca mówi po angielsku i usłyszałam przeczącą odpowiedź. Tak więc jeżeli chodzi o języki to jeśli nie mówisz choć troszkę w ich języku to masz problem ze zrozumieniem .Jednak ostatnio jakże bardzo zaskoczyła mnie kasjerka w jednym z marketów tłumacząc mi coś w języku angielskim. I jeszcze mnie przepraszała, że tak kiepsko mówi bo nie ma praktyki ale myślę, że mówiła lepiej niż ja (bo ja tej praktyki wcale nie mam). 


Francuzi przepraszają naprawdę dużo. Rozmowę zaczynają od "przepraszam czy mogę..." przeproszą nawet wtedy kiedy w sklepie ktoś w nich wjedzie wózkiem. Robią to nawet z uśmiechem.


Wszystkie urzędy, banki, sklepy mają przerwę od 12 do 14 więc jeżeli chcesz coś załatwić to niestety nie w tych godzinach. Sklepy w niedzielę są nieczynne. Choć od jakiś dwóch miesięcy otworzono u nas mini Market, który otwarty jest przez siedem dni w tygodniu od rana do 22 i nie ma przerw. Więc kiedy zabraknie mi czegoś do obiadu to już się tak nie obawiam, że danie nie wyjdzie.


Kolejną sprawą do której ciężko mi przywyknąć jest to, że Francuzi zawsze mają czas. Kasjerki mają czas na pogawędkę z klientem (choć kolejka długa). Zdarzyło się już mi stać w małym korku gdyż jeden kierowca spotkał na drodze znajomego kierowce, który jechał z na przeciwka i na środku drogi ucięli sobie małą pogawędkę. I wyobraźcie sobie, że nikt na nikogo nie trąbił! Dobrze, że jestem cierpliwa a takie sytuacje zdarzają się dosyć często więc wchodząc do sklepu przygotowuję się psychicznie, że mogę sobie troszkę postać.


Nieustanne buzi buzi na przywitanie to prawdziwa męczarnia. Przywitania w rodzinie to jeszcze rozumiem ale z sąsiadem czy osobą z którą się pracuje to już chyba troszkę za dużo. Tak więc Francuz obcałuje Francuza nawet na środku chodnika. Jeżeli chodzi o przywitanie to nie ma powitania bez "ca va" ( jak się czujesz, w porządku). Każda rozmowa telefoniczna czy powitanie na ulicy właśnie od tego się zaczyna. 


W Polsce w każdym przedszkolu czy szkole podstawowej rodzice dają obuwie na zmianę (zwłaszcza zimową porą) bo stopa odpoczywa i w ogóle lżej małej stópce. A tutaj chodzi się w tym w czym się tego dnia przyszło. Nie ważne czy to kalosze czy ciepłe zimowe buty zazwyczaj za kostkę czy zwykłe trampki.


Tak naprawdę są też rzeczy które zaskoczyły nas bardzo pozytywnie. Jako obcokrajowcy mamy darmowe ubezpieczenie (za niektórych specjalistów płacimy małe grosze), większość leków jest refundowana, opieka medyczna jest super.
Burmistrz bardzo dba o dzieci. W szkołach mają piękne wycieczki i przedstawienia za które płacimy naprawdę niewiele ( w Polsce to się niestety nie zdarza bo za wycieczkę trzeba wydać troszkę więcej). Dziecko od najmłodszych lat może naprawdę wiele zobaczyć.


Mimo tego wszystkiego dobrze nam się żyje. I jak to mówią "Wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma" więc chyba więcej narzekać nie ma co :)

Jesienny projekt dedykujemy akcji "AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM" - Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. 

Komentarze

  1. Francuzi maja na wszystko czas chyba wszedzie oprocz Paryza. Nawet jak o sekunde pozniej ruszysz po zmianie z czerwonego na zielone, to jauz trabia, a na zadne pogawedki blokujace ruch nikt sie nie odwazy:)
    Pozdrawiam serdecznie, jutro "narzekac" bede ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, tego buzi,buzi na powitanie to bym też nie znosiła ;) Należę do tych, których dystans intymny wynosi więcej niż 45 cm...
    Pozdrawiam!
    O.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia

Francuskie kino