Nasza jesień

Oj się zapuściłam... nie ładnie... Pomysłów cała głowa, pisać o czym jest tylko weny i chęci pisania brak! Masakra! Co tydzień widuję nowe ogłoszenia świąt. Był już festyn jabłka i cydru, festyn grzyba, święto owoców morza i jeszcze kilka innych. Na żadnym z nich niestety nie byłam więc opisywać ich nie będę. Za to opiszę jak to u nas jest z jesienią.




Mieszkamy w takim rejonie, że pogoda zazwyczaj się nie sprawdza. Więc pogodynkom raczej nie ufamy i wolimy sprawdzać prognozę godzinową przez internet - jest bardziej wiarygodna. Wyjątkowo tego roku, mamy francuską odmianę "złotej polskiej jesieni". Tak jak teraz jeszcze nie było. Mamy 7 listopada a pogoda wiosenna. Za oknem słońce (choć wiadomo więcej chmur i chłodniejszy wiaterek) a na termometrze 20 stopni. Marzenie.
Więc zabieram mojego małego smyka na spacer. Karmimy kaczuchy, bo one zawsze głodne, jeździmy na hulajnodze i obowiązkowo jak to na jesień przystało zbieramy liście. W domu z nich powstają bukiety i kolorowe drzewka. Nasze wspólne dzieła. Lecz zanim wrócimy do domu to jeszcze mama staje się małą dziewczynką i szaleje ze swoim synkiem wśród liści. Robi stosiki, które później rozkopuje i obrzuca się z dzieckiem kupką liści. I wtedy nie wiem kto ma lepszą frajdę, mój mały czy matka wariatka :) a w międzyczasie robi dużo zdjęć, wszystkiego. 



















Korzystamy również z darów Matki Natury. Zbieramy orzechy laskowe i jabłka z dziko rosnących jabłoni, zajadamy się jeżynami. Mamy już w domu szyszki, które tylko czekają na wyschnięcie by w późniejszym czasie zamienić się w kolorowe ludziki.











Najlepsze są jednak niedziele, bo są rodzinne. Wtedy całą naszą trójką spędzamy miło czas. Jak jest pogoda mamy super spacerek, jak zapowiada się pochmurny i deszczowy dzień to wymyślamy zabawy, które sprawiają każdemu z nas przyjemność.

Tak to właśnie u nas jest.



















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Francja i jej 10 NAJ

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia