Jak przetrwać zimę we Francji?

Ten wpis powstał w ramach projektu Klubu Polek na Obczyźnie . Tym razem opisujemy swoje doświadczenia w dwojaki sposób, przeplatane wpisy: jedne to doświadczenia związane z astronomiczną zimą i o tym jak ją przetrwać a drugie to straszne lub śmieszne historie z kraju w którym mieszkamy.




Z moim wpisem czekałam dość długo, gdyż mówi się, że jeżeli śnieg spadnie do 27 lutego to jeszcze może przyjść prawdziwa zima, a że jeden jedyny raz padał śnieg i to kilka dni przed 27 to miałam nadzieję na prawdziwe śnieżne opowieści, niestety nie udało się.

Muszę przyznać, że temat o zimie od razu wpadł mi w oko. Nie ukrywam, że uwielbiam zimę i to mocno a tutaj ... jej po prostu nie ma. W sumie mój wpis chyba powinien mieć tytuł "Witaj wiosno!" czy "Wiosna, ach to Ty!" bo chyba tak naprawdę wiosnę mamy już od połowy grudnia, ta pora była bardzo ulewna i wietrzna, mrozu było jak na lekarstwo a śniegu tyle co kot napłakał. Za to chyba w całym moim życiu nie widziałam tyle gradu co tutaj w ciągu tych kilku miesięcy.





Mieszkam na północy Francji i śnieżna zima jest tutaj raz na kilka lat. Ostatni raz padał śnieg zaraz jak się wprowadziłam do Francji, to było 3 lata temu a zima zaskoczyła wszystkich 10 czy 11 marca. Napadało wtedy tyle śniegu, że wszystko łącznie z przedszkolami, szkołami, firmami i urzędami zostało pozamykane bo nie można było nigdzie dojechać. Na ulicach panował spokój.




Mój synek tryskał radością, takiego szczęścia nie da się opisać słowami :)


 Zwierzęta też nie ukrywały swojej radości


 ....ale było też zaskoczenie i zdziwienie (pewnie jak u nie jednego człowieka)

Te rejony Francji nie są przygotowane do śnieżnej zimy wcale, niestety. Nie ma wystarczającej liczy piaskarek czy odśnieżarek, każdy jest zdany tylko na łopatę - o ile ją oczywiście posiada :) na szczęście dla tubylców, zima wpada tylko okazjonalnie. Nikt nie jest przygotowany na silne mrozy czy śnieg po kolana.
Nasz "śnieżny" bałwanek, niestety tylko w takiej postaci od trzech lat.





 Mroźny poranek w naszym ogródku na początku stycznia.


Więc jak przetrwać taką zimę? Powiem krótko: ciepłe kapcie, kocyk, do tego kubek gorącej herbaty czy kakao, świetna książka bądź film. Wieczory spędzamy grzejąc pupy przy kominku, bo mimo iż nie ma mrozów to w domach chłodno a na dworze wiatr głowę urywa i ... byle do tej prawdziwej wiosny.
Skoro pogoda jest barowa, to zdecydowanie lepiej przekoczować ten okres w domu bo wiadomo w taka pogodę nie trudno o przeziębienie gdyż temperatura potrafi skakać nawet 14 stopni z dnia na dzień.
Dużym plusem takiej zimy jest to, że w ogródku warzywnym mamy przez cały ten jesienno-zimowo-wczesnowiosenny okres niektóre warzywa. Rośnie nam seler, natka pietruszki, szczaw a u innych zapalonych ogrodników widziałam nawet buraczki.

A tak wyglądała nasza zima tego roku:


















Bardzo tęsknię za taką zimą, śnieżną i mroźną. Taką jaka była trzy lata temu....







Komentarze

  1. Cudowne zdjęcia! U nas co prawda w tym roku nie było prawdziwej zimy, ale też problem z nadejściem wiosny, zupełnie nie chce się rozkręcić. Nie mogę się doczekac aż u nas będzie można zobaczyć takie piękne kwiaty! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako osoba, która za zimą specjalnie nie przepada powinnam się tam chyba przeprowadzić :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej, taka wiosna zamiast zimy to by mi odpowiadała :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Francja i jej 10 NAJ

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia