Taka sobie niedziela, zaskakująca

Od kiedy zaczęły się wakacje Aleksanderek śpi dłużej, dłużej się bawi a ma tyle energii i nie ma gdzie jej dobrze spożytkować bo od piątku prawie ciągle pada... sobota deszcz, niedziela do południa deszcz, poniedziałek deszcz po południu, wtorek pochmurnie a dzisiaj znowu deszcz.... Ale wracają do naszej niedzieli... z racji tego , że padało tylko rano po stanowiliśmy z synkiem założyć kalosze i poskakać po kałużach co obydwoje uwielbiamy :) wzięliśmy ze sobą również płaszczyk na deszcz tak na wszelki wielki wypadek gdyby znowu chciała jakaś chmurka sobie popłakać - jak się później okazało ani kalosze ani kurtka nie były nam potrzebne. Miałam również ze sobą telefon by upamiętnić te chwile - miał tylko jedną kreskę ale zdjęcia dało się robić.
Już jak wyszliśmy z domku to usłyszeliśmy głośną muzykę i krzyki więc postanowiliśmy zobaczyć co to takiego. Ku naszemu zdziwieniu po głównej ulicy szła defilada!! Miasto Gamaches obchodziło swoje święto (wszystkie obchody miały być odwołane z powodu deszczu). 
Aleksanderek nie mógł zamknąć ust z radości, widział kolorowe stroje, grała głośno muzyka, panie ładnie tańcowały a On, od ostatniego występu codziennie w domku tańczy a ja razem z nim :)
ruszyliśmy razem z nimi do końca miasta. Niestety jedna bateria w telefonie nie była w stanie zrobić tyle zdjęć ile chciałam. Więc skorzystaliśmy z tego, że wszyscy występujący mieli przerwę i ruszyliśmy szybkim krokiem do domu bo w domu na pewno znajdzie się chociaż jeden telefon naładowany a my złapiemy defiladę po drodze. Ustawiliśmy się w takim miejscu, że zdjęcia byłyby wręcz idealne a oni... skręcili w stronę rynku. Tak więc po raz kolejny goniliśmy pochód :) Aleksanderek miał świetną zabawę :) i nabiegał się, i napatrzył. Najważniejsze, że był zadowolony.
Każdy mieszkaniec życzył innym mieszkańcom wesołego święta obrzucając każdego konfetti i robiąc to z zaskoczenia, więc i do mnie podszedł pan - oczywiście go nie widziałam, i obsypał mnie kolorowymi kulkami, Aleksander to zobaczył i... nakrzyczał na pana i zrobił mu "nu nu" :) zdziwienie człowieka było ogromne ale uśmiechnął się i poszedł :)
A tak to wszystko wyglądało.























A na koniec mój mały obrońca i bohater :)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia

Francuskie kino