Babcia Niemowa

Od zawsze wiadomo, że Francuzi to kulturalny i przyjazny naród. Niestety czasami błaha sprawa jest przyczyną wielu waśni i sporów. Tak i też było w moim przypadku.
Kiedy przyjechałem do Francji, język francuski był dla mnie jednym wielkim słowem w dodatku zupełnie niezrozumiałym. Choć starałam się zrozumieć sąsiadów to nie wychodziło mi to za dobrze. Potrafiłam powiedzieć dzień dobry, dziękuję i poproszę.

Któregoś popołudnia kiedy byłam sama w domu do drzwi zapukała jedna z sąsiadek. Mówiła coś o czym nie miałam zielonego pojęcia. Uprzejmie powiedziałam, że nie rozumiem i że nie mówię o francusku i się pożegnałam. I od tego czasu pani na mój widok opuszczała głowę na dół i nie odpowiadała, kiedy mówiłam do niej dzień dobry. I tak trwało to 3 lata aż do pewnego popołudnia.
Tak jak trzy lata temu ponownie usłyszałam dzwonek do drzwi i mym oczom ukazała się, nie kto inny, jak naburmuszona sąsiadka. Tym razem wiedziałam o co jej chodzi.
Pani co roku piecze słodki chlebek zwany brioche i sprzedaje go wśród znajomych i sąsiadów a zebrane Pieniążki są na szczytne cele. Chlebek oczywiście kupiłam a Pani była bardzo rozmowa czego nie zaobserwowałem w ciągu tych trzech lat ( na pewno w stosunku do mnie).


Po kilku dniach od kupienia chlebka ponownie spotkałam ta “urocza” sąsiadkę i z uśmiechem powiedziałam dzień dobry ale… sąsiadka nadal nie odpowiedziała jedynie delikatnie się uśmiechnęła. A to już chyba jakiś postęp :)

Mimo to jestem przekonana, że właśnie o ten chlebek a raczej brak jego kupna zaważyło na jej uprzejmości w stosunku do mnie. Może za rok, kiedy to ponownie kupię chlebek usłyszę to przywitanie z jej ust.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój pierwszy dzień we Francji

Top 10 mojego regionu - Pikardia

Francuskie kino